Odgrażałam się, i odgrażałam...
www.laras-story.blog.onet.pl
juz funkcjonuje, jest prolog.
Zapraszam serdecznie.
Poza tym blogiem, mam trzy nowe -
www.oceniarnia-opowiadan.blog.onet.pl ,
na którym oceniaimy z Diverse opowiadania blogowe.
Ponadto, gdyby ktoś był jeszcze zainteresowany moją działalnością opowiadaniową o Larze w spółce, to
www.time-trap.blog.onet.pl
a nie-larowato -horror. Moim zdaniem, najdojrzalsze opowiadanie, które dotąd napisałam.
www.revange-of-ghost.blog.onet.pl
Jak widzicie, zmieniłam serwis. Nie jest juz na wp.
Jest lepiej/gorzej? sami oceńcie.
Ostatnia notka na tym blogu.
Zaczynam gdzie indzej.
Zapraszam.
O, i tak oto kończy się moja historia na kontynuację gry Tomb Raider Angel Of Darkness. No, dobra. Nie kończy się. Czegoś mi brakuje. W głowie mam miliony pomysłów. Nie potrafię ich poukładać. Ktoś mnie zapytał, gdy poinformowałam, że do końca zostało 6 rozdziałów „A co, jeśli ludzie będą chcieli, byś dalej pisała o TRAOD?". Nie pamiętam, co powiedziałam. Chyba zaprzeczyłam wtedy stanowczo, że nie ma mowy, bo stanie się to naciągane. Jednak im bardziej zagłębiam się w TRL, tym bardziej tęsknię za TRAOD. Za tym klimatem. Ale boję się, że gdy przyłożę do tego rękę, to spieprzę totalnie wszystko. Nie wszystko, co dało się wyciągnąć z tej gry, wyciągnęłam. Za mało akcji. Niezbyt wielowątkowa fabuła. Czasami kwestie jak z telenoweli... ale tak było też w TRAOD. Wszystko, cokolwiek tam było, szanowałam. I kochałam. I chciałam bardzo utrzymać ten klimat, dlatego tyle tu rozmów, przedmów, zapowiedzi, planów, mało jakichś dynamicznych akcji. Czy w TRAOD była choć jedna akcja, wymagająca nadzwyczajnej zręczności czy wysiłku fizycznego Lary? Nie przypominam sobie. Przejdź, rozwiązując zagadkę logiczną, częstokroć możliwą do rozwiązania li i jedynie za pomocą solucji, i koniec. Ba, to nawet rzadko kiedy były zagadki na logikę.
Mogę tak jeszcze długo, ale niektórzy nie lubią pić kawy, która jest niezbędna, aby móc dalej czytać moje nudne wywody. Zjeżdżam z tematu.
Mam wrażenie, iż mój styl ewulował. Opisy uczuć. Dziękuję osobom, które szczerze mi o tym powiedziały. Starałam się o to zadbać. Czy wg Was się udało?
Podziękować. Miliony razy wypisałam, za co jestem komu wdzięczna. Myślę, ze paru osobom zrobi się miło, gdy o nich wspomnę. No, i, oczywiście, należy się to tym osobom. Na końcu wypowiedzi o wymienionej każdej osoby pojawia się delegacja, wręcza kwiaty i śpiewa „Dziękuję szczegónie":
Dorota, oczywiście. Jedyna znajoma, czytająca. Korygująca z cierpliwością moje błędy: niedociągnięcia i literówki. Krytyczna jak nikt. Bez litości.. Z wzajemnością.
Ania. Godziny długie spędzane na gg. Na dyskusji o sprawach ważnych i błahych.
M. Croft. Jedyna odezwa na moje zaproszenie z grono.net. Nie informowana o notkach, nieraz jej komentarz mimo to widnieje na samym początku.
Liliana11. Guru opowiadań TR. W tym guru utwierdziłam sięę, widząc najnowszy rozdział.
Łukasz. Niezwykle zakręcone akcje w opowiadaniu. Tak pogmatwane i mocno ze sobą powiązane, ze po lekturze pojawia się skłonność do rozważań, czy twórcy gry naprawdę nie uknuli tych wszystkich intryg..
No i, oczywiście, dziękuję również::
Anka-Avril
Alex
Łowczyni
Glooomy Angel
Ana Crazy
Kami96
Agata
Shadow Devil
Ayumi-Chan
Nusia_49
To wszyscy? Na pewno o kimś zapomniałam. Jestem pewna, że o kimś zapomniałam.
Upominać się śmiało.
Tak się złożyło, że w tym samym czasie Łukasz zakończył swoją działalność. A Lilianie nawet udało się wpędzić mnie w depresję. Również zamknęła bloga (mojego ulubionego, pragnę podkreślić), i się plątałam pół dnia jak duch po mieszkaniu zamiast odrabiać lekcje. A, no i do tej pory się plączę, pierdzielę od rzeczy...
Co zresztą widać.
Nie wiem, czy będę dalej pisać. Jeszcze niedawno zaklinałam się, że tak. Teraz jednak mam pewne wątpliwości. Nie jest to brak czasu. Pomysł też mam. Chyba będę pisać dalej. Tylko napiszcie mi, co Wy byście powiedzieli na kontynuację TRL???
Blog nie będzie usunięty. Żeby każdy mógł wrócić, gdy zechce (o ile zechce). Proszę bardzo o opinię w ankiecie. Ewentualny adres nowego bloga podam na tej stronie.
Chyba właśnie dokonuję oficjalnego zamknięcia. Trochę smutno. No, dobra, bardzo smutno. Dzięki komentarzom uśmiechałam się. Zwłaszcza, gdy było mi ciężko w zeszłym roku szkolnym. Gdy nie miałam pojęcia, gdzie iść dalej do liceum. I miałam zaniżoną własną ocenę w związku z tym, jak byłam odbierana przez starą klasę...
Dobra, koniec tego wyżalania się. Czas na podsumowanie w momencie zamknięcia
Wejść na bloga: 5512
Komenatrzy: 439
Czas istnienia: 209 dni
Opublikowanych rozdziałów: 25
I... to chyba koniec.
Koniec.
Koniec.
Szkoda, żałuję, ale koniec.
Ostatnia decyzja. Wciskam „publikuj" i...
Nie, nie koniec. Co ja gadam. To zależy od Was.
Napiszcie, czy czytalibyście kontynuację.
Odpocznę trochę. Musze odpocząć, nie pisać niczego pod przymusem, mieć kilka rozdziałów do przodu. Zajmę się innym blogiem. www.christie-cabot-fanka.bloog.pl - nie o Larze, zdecydowanie gorszym... ale skoro zaczęła, to już skończę. Myślę, iż pojawi się coś przed Nowym Rokiem. Może Wam zrobię na Boże Narodzenie prezent taki? Co o tym sądzicie? Bo przyznam, ze już ostatnie zdanie pisałam z myślą o kontynuacji.
No, za długie to wyszło. Lanie wody. Kurde, a miało być krótko.
Hardo mówię: Na razie.
-No, co? -spytał głupkowato Eric.
-Właśnie zostałeś przeklęty - oznajmiła Lara.
Zaśmiał się beztrosko.
-Kto tak powiedział? Chodzi ci o tą przepowiednię? Wiesz, kto ją wymyślił? Karel!
-No i?
-Wymyślił ją ponad trzydzieści lat temu. Kiedy urodził się Kurtis.
-To znaczy, że...
-Że nie ma żadnej klątwy - dokończył Eric. - Eckhardt zaczynał mordować Lux Veritatis. Przewidział, że nawet jeśli zostaną jacyś członkowie zakonu, to nie będą wiedzieć o swoim istnieniu, więc każdy będzie uważał się za ostatniego.
Znów odwrócili się w stronę Sanglifu, który zajaśniał biało i oślepiająco - podobnie jak Cubiculum pod sklepieniem. Jak wtedy, gdy Lara dotknęła go Rękawicą Eckhardta, ale jeszcze mocniej.
Kurtis padł na ziemię, ciągnąc za sobą Larę. Kątem oka zobaczyła, że Eric też pada na ziemię. Zrobiło się tak gorąco, że aż zimno. Powietrze jakby zgęstniało. Zupełnie, jakby się siedziała w wannie pełnej gorącej wody: wrzątek wydawał się z początku lodowaty..
Mdlejąc, czuła, jak Kurtis otacza ją ramieniem.
Nie wiedziała, ile czasu leżała nieprzytomna.
Roztrzęsiona, podniosła się z podłogi. Było ciemno. Nie czuła niczyjej obecności, ona sama w wielkiej, ciemnej, niepokojąco cichej sali. Jedynymi źródłami słabego światła były Okruchy leżące na scenie. I to, co leżało obok niej.
Podniosła Chirugai, które niespokojnie okręcało się wokół własnej osi w kałuży złotych iskierek... Uspokoiło się pod jej dotykiem. Pokierowało ku wyjściu, ale przedtem wróciła na scenę. Podniosła ostrożnie leżące tam Okruchy.
„To niemożliwe" - myślała, najpierw starannie je oglądając, a potem chowając do plecaka. „Zaraz pewnie wyskoczy, palant jeden, i zawoła: <<Niespodzianka!>>"
Próbowała przekonać samą siebie. Ale dobrze wiedziała, że nie wyskoczy. Gdyby tu był, już dałby jej znak. Kurtis to świr o paranormalnych zdolnościach i palant, ale mimo wszystko...
„Znów to samo" - myślała, idąc kierowana światłem Chirugai. „Dokładnie to samo. Zostawia mi kawałek metalu i znika, uprzednio ratując mi życie."
Znalazła się w pierwszej sali. Tej, którą się tu dostali. Przez brudne okna wpadała odrobina słonecznego światła. Dzień. Na zewnątrz świeciło słońce. Świat istniał nadal. Ktoś się rodził, ktoś umierał, ktoś brał ślub, ktoś się rozwodził, ktoś cieszył się z awansu, ktoś beztrosko jeździł na hulajnodze.
Czekała, aż Chirugai poprowadzi ją dalej, ale ostrze schowało się i nic nie robiło.
Przysiadła na brudnej podłodze. Czekała. Kurtis nie przychodził.
Widziała, jak za oknami dzień zamienia się w noc.
Zniszczenie Sanglifu spowoduje wyginięcie innego gatunku. Naukowcy spierają się, czy chodzi o Nephilim, czy Lux Veriraris. Gatunek? Takiego słowa użył Alister?
Została sama.
Jak zwykle. Wiedziała, że tak to się skończy. Łudziła się, że może jednak nie... że coś będzie inaczej niż zwykle.
Była zmęczona.
Wstała, otrzepując się. Ociągała się z wyjściem. Przeszła powoli salę. Jej kroki niosły się nienaturalnym echem. Nic nie zdawało się jej w tej chwili naturalne. Świat na zewnątrz i wewnątrz.
Wiedziała, że świecący na złoto przedmiot nie poszybuje w jej stronę. Bo ten przedmiot trzymała teraz w ręce.
Znalazła się przy drzwiach. Otworzyła je. Po raz ostatni, już bez nadziei, przystanęła, nasłuchując. Żaden szmer do niej nie dotarł. Jedyne co usłyszała to własne, pełne rozczarowania i bólu westchnięcie. Zamknęła drzwi...
... przez które klika minut później wychodził ktoś. Osoba ta czuła się, jakby jej serce rozerwane było na kilka części. Ale też wiedziała, że nie może zrobić nic, aby odzyskać część siebie, którą straciła. Bo wówczas mogłaby stracić wszystko, co miała...
Miss Vertigo, 5 sierpnia 2008, sobota, godzina 22:23
Dzieło życia
(Przedostatni. Dla tych, co nie naczytali się ostatnio. Ci, co się naczytali, to teraz sie przeczytają x_x)
-Trzeba odzyskać Okruchy.
-Co ty nie powiesz?
Kurtis poczuł się o wiele lepiej, słysząc znów w głosie Lary ironię i kpinę. (No proszę, jak to ironia i kpina potrafi podnieść człowieka na duchu)
- Sektor V - powtórzyła. Wskazała na mapę. - Tu! A tutaj są Malowidła, w jego laboratorium - pokazała strefę G. - Idziemy najpierw po Okruchy.
-Nie będzie tak trudno jak w Pradze. Większość członków Kabały odwróciła się od szefa. Gunderson wycofał oddziały.
-Nie wyskoczy tez żadne Proto ani Boaz .
-Nie chciałbym spotkać zwłaszcza jej.
- Z Proto też nie byłoby łatwiej, bo nie mamy żadnego Okrucha.
- Tak, ale Boaz o mało mnie nie zabiła. A w Proto, zanim wreszcie mogłem dobić go Okruchem, władowałem kilka magazynków.
-Zrobiłabym tak samo.
-Jesteś bez serca!
-Ty to zrobiłeś, ja nie.
Dyskutowali tak swobodnie, aż dotarli korytarzami do strefy V.
Znaleźli się w wielkiej sali, jak to, którą przybyli. Tu jednak nie było kartonowych pudeł (Buuu!!! Musiałam pominąć kartonowe pudła na potrzeby opowiadania. A właśnie mam teraz takie fajne po gitarze. Tata chciał je wyrzucić, ale teraz jest w moim malutkim pokoju, bo nie pozwoliłam. Ma ono już 2 miesiące.). Mrok rozświetlały tylko trzy złowieszcze, zielone lasery, umieszczone po drugiej stronie pomieszczenia: ich światło przemieszczało się, patrolując teren.
-Wolę nie wiedzieć, co będzie, jak nas namierzą - stwierdziła Lara. Odeszła kawałek w prawo, gdzie znalazła małą klawiaturę z cyferkami.
-Nie znamy kodu - zauważył Kurtis.
-Tak... mamy klucz, ale nie znamy kodu. Cóż, trochę ruchu mi się przyda.
Poszła pewnie do przodu.
Złapał ją za ramię.
-Zwariowałaś?!
-Nie! Uda mi się. Nie raz to robiłam. Wątpię, żeby były tak zaprogramowane, aby jakieś inne niewidzialne światło również widziało intruza. Jeśli są te światła. Raczej nie zainstalowano wykrywaczy podczerwieni. Idę. Osłaniaj mnie w razie czego. Wątpię, aby ktoś tu jeszcze był, Karel nie wie o zdradzie, ale... możliwe, ze jakiś inny szaleniec będzie tędy przechodził.
Wyrwała się. Znów ruszyła w tamtą stronę. Tam, gdzie obszaru zaczynały pilnować lasery, przyśpieszyła. Po chwili znajdowała się już po bezpiecznej drugiej stronie sali. Pomachała Kurtisowi i poszła dalej. Natrafiła na trzy pary drzwi.
Za pierwszymi znalazła pomieszczenie z niewielkim basenem. Drzwi zamknęły się za nią, gdy weszła. Zanurkowała na głębokość około 4 metrów. Dotarła na dół; pociągnęła dźwignię. Poziom wody podniósł się. Popłynęła w górę. Dotarła do miejsca, które przedtem było nieosiągalne: krata nad basenem podniosła się, podobnie jak poziom wody. Lara wypłynęła na wyższym poziomie: wyszła, wzięła Okruch z metalowego podium, a poziom wody znów się obniżył. Wskoczyła z powrotem do basenu i wyszła z niego na poziomie, na którym znajdowały się drzwi - otworzyła je za pomocą żółtego przycisku obok. Wróciła do wielkiej sali z laserami. Tam, przeszedłszy strefę laserów, czekał na nią Kurtis.
-O, jednak jesteś?
-Uznałem, ze jeśli udało się tobie, mnie też się uda.
-No, to odważny jesteś. Ja bym się na twoim miejscu nie porównywała do mnie.
-Nie pochlebiaj sobie! Masz Okruch?
-Mam - podała mu. Podrzucił go; sztylet obrócił się w powietrzu i wrócił do ręki Kurtisa. -Dobrze cię znów mieć - szepnął do ostrza.
-No, ześwirowałeś na maksa. Gadasz z przedmiotami?
-Nie, tylko do nich mówię, ale one na ogół nie odpowiadają.
Za następnymi drzwiami znajdowało się większe pomieszczenie. Nad przepaścią umieszczonych było osiem niewielkich płytek, utrzymujących się w powietrzu samodzielnie. Pomiędzy nimi, w dole, widoczne były ostre kolce.
Lara, bez uprzedzenia, skoczyła na najbliższą platformę. Z tej na następną i kolejną. Gdy była na piątej płytce, zachwiała się niebezpiecznie, ale szybko odzyskała równowagę.
-Lepiej uważaj! - krzyknął Kurtis.
-Człowieku, a czy ja według ciebie działam nieostrożnie?!
-Nie, tylko tak mówię...
Dotarła do samego końca. W ścianie była mała wnęka, w niej umieszczono drugi Okruch. Gdy tylko go wzięła, usłyszała za sobą hałas - to platformy, po których tu przyszła, zaczynając od strony wejścia, zaczynały się walić. Pierwsza akurat spadała.
Bez trudu wskoczyła na platformę. Gdy dotarła do piątej, ta zaczęła się trząść. Starając się myśleć optymistycznie, wykonała skok w stronę wyjścia. Trochę źle oceniła swoje możliwości: doskoczyła, ale do samej krawędzi, na której się poślizgnęła. Upadłaby w tył, gdyby Kurtis jej nie złapał.
-Dzięki - wysapała, podjąć mu kolejny Okruch. - Lepiej ty to trzymaj.
Wrócili do korytarza; otworzyli ostatnie drzwi.
Znaleźli się w nieograniczonej ścianami przestrzeni. Obłoki pary unosiły się w niej. Mgła była tak gęsta, że ledwo się widzieli.
Lara postąpiła mały krok naprzód, ale zleciałaby na dół, gdyby Kurtis znów jej nie pomógł - trafiła na przepaść. Spojrzała na ścianę. Jej uwagę przykuło coś zielonego na niej. Dotknęła tego, a kłęby pary rozproszyły się, ukazując wąską, krętą ścieżkę.
-Teraz moja kolej - powstrzymał Larę Kurtis i ostrożnie ruszył w kierunku Okrucha na końcu ścieżki. Wziął go, a mgła całkowicie się rozproszyła.
Sala okazała się spora. Lara miała szczęście, że trafiła na przepaść, a nie kolce. Posadzka bowiem była tylko w niektórych miejscach gładka, gdzieniegdzie najeżona kolcami, czasem w ogóle nie było podłogi. Ścieżka, którą kroczył Kurtis, wydawała się węższa, ale prostsza.
Wrócił do wyjścia. Znaleźli się znów w wielkiej sali, lecz lasery już nie działały. Dotarł do nich głos Karela:
-Goście proszeni są do sektora B.
Lara i Kurtis spojrzeli po sobie.
-Mówiłem? Zaczyna się jakaś impreza, ale najpierw musimy wziąć Malowidła!
-Pewnie już w ogóle nie istnieją, bo Karel stworzył z nich Sanglif.
-Lub dopiero go utworzy.
Rzucili się w stronę wyjścia.
-Panowie i panie! - głęboki, donośny głos bez żadnych wzmocnień za pomocą mikrofonów odbił się echem od ścian. - Moi drodzy, oddani przyjaciele... Zebraliśmy się tutaj, ponieważ nadszedł wyjątkowy dzień... Dziś skończone zostanie wielkie dzieło... dzieło, które zaczęliśmy wiele lat temu... Rozpoczął je Peter Eckhardt. Niestety, naszego mistrza nie ma dzisiaj z nami... Ale wszyscy, którzy stanęli mu na drodze, już za kilka dni zostaną zesłani na wieczne męki. A to wszystko za sprawą naszej ciężkiej pracy!
Rozległy się gromkie brawa. Karel, stojąc w wielkiej sali na kamiennym podwyższeniu, wygłaszał dalej swoją mowę. Zebrani ludzie (nie było ich zbyt wielu na tej wielkiej przestrzeni) patrzyli na niego uważnie.
Jego wrogowie tymczasem stali na balkonie z tyłu, ukryci za reflektorami. Słuchali, co mówi Karel i jakie są reakcje ludzi na jego słowa. Wszyscy wydawali się zachwyceni, często przerywali wypowiedź mówcy głośnymi brawami.
Lara i Kurtis obmyślali plan. Nie mogli wywnioskować, czy Karel już utworzył Sanglif, póki nie pokazał tłumowi pięciu rozciętych płócien - niegdyś obrazów - za co dostał głośne brawa.
Lara przyglądała się zebranym. Nie byli to tylko starzy mężczyźni. Stały tam również kobiety, parę dzieci. Także młodzi ludzie. Większości z nich nie podejrzewałaby o działalność tajnej organizacji. Zastanawiała się, jaki procent ludzi naprawdę był wierny Karelowi, a ile osób trzymało z nimi tylko z powodu tchórzostwa. I czy wiedzieli, że to tylko fałszywe słowa, przedstawienie, po którym Karel zabije wszystkich.
„Będzie próbował" poprawiła się w myślach. „Ale my mu przeszkodzimy".
Poczuła na sobie wzrok Kurtisa. Też na niego spojrzała. Czy myśli o tym, że już za chwilę zginie? Chyba pogodził się z tym dawno temu.
Odwróciła wzrok.
-Robimy to ku czci mistrza Eckhardta...
Po około pół godzinie, Karel przestał mówić i przeszedł do czynów.
Ściągnął czarny, aksamitny materiał z przedmiotu, który stał obok. Było to coś na kształt mównicy. Wziął coś z niej. Coś błysnęło w świetle: był to kawałek metalu o bliżej nieokreślonym kształcie. Karel wziął podobny przedmiot w druga rękę i rzekł uroczyście:
- Pierwszy i drugi kawałek Sanglifu spod Malowideł bscura'a. Wielu naszych braci musiało zginąć, abyśmy teraz my mogli cieszyć się ta chwilą.
Reflektory zgasły; najwyraźniej był to efekt zamierzony. Jedynym źródłem światła było teraz coś, co leżało na mównicy. Były to fragmenty Sanglifu, jeszcze niepołączone.
Karel mruczał po łacinie jakieś formułki. Fragmenty Sanglifu zaświeciły jeszcze mocniej. Ludzie wstrzymali oddech, wyraźnie czekając na ciąg dalszy. Przez chwilę nic się nie działo. Potem Karel puścił magiczne kawałki metalu, które zawisły w powietrzu, zalśniły jeszcze mocniej i złączyły się. Karel wziął kolejny fragment z mównicy, znów zaczął wymawiać zaklęcia po łacinie. Kolejne kawałki łączyły się ze sobą: przedmiot powiększał się, świecił coraz mocniej. Przy ostatniej części, Lara modliła się w myśli: „Boże, oby nie! Niech się nie uda... Niech wybuchnie... Niech zginiemy nawet my... byle nie musieć walczyć, bo mamy tak małe szanse..."
Karel wymówił zaklęcie krótsze niż pozostałe, głos lekko mu drżał.
Ostatni fragment dotarł do pozostałych; złowieszczy, czerwony blask wypełnił całe pomieszczenie. Zebrani milczeli, wpatrzeni z zachwytem w niezwykłe zjawisko.
***
-Teraz - kontynuował Karel po kilku minutach, gdy wszyscy w milczeniu cieszyli się tą chwilą. -nasza praca zostanie nagrodzona.
Wziął wciąż wiszący w powietrzu, scalony już Sanglif. Przedmiot nie był duży, średnicy sporej książki. Sanglif przestał świecić na czerwono, jego barwa była teraz zielona.
-Czerwony - rzekł Karel. - Kolor krwi. Krwi posłanników Boga, aniołów, a przede wszystkim ich dzieci, Nephilim, wytępionych dwa tysiące lat temu przez własnych krewniaków. Garstka tych, którzy ocaleli, musiała ukrywać się. Zielony - kolor nadziei. Naszej nadziei. Teraz my się zemścimy! Obudzimy Cubiculum. Odbudujemy rasę Nephilim. Wytępimy ludzi! My zajmiemy ich miejsce! Zaprosimy na Ziemię anioły... Nie, zejdzie do nas sam Bóg! A wtedy...
-W twoich snach, Karel! - przerwał mu inny głos. Ten głos odbił się echem po sali. Reflektory znów się zapaliły: jedno światło padło na Karela, drugie - na postać ponad nim. Na balkonie po prawej stronie stała młoda kobieta.
-Ach, panna Croft! - stwierdził Karel, jakby jej wizyta wcale go nie zadziwiła i była częścią pokazu. Ludzie jakoś inaczej spojrzeli na niego. Czemu zaprasza na tak wyczekiwana chwilę morderczynię mistrza?- Dlaczego sądzisz, że mój plan się nie powiedzie?
-Bo ja ci przeszkodzę - padła odpowiedź.
Karel zaśmiał się.
-Ty? Która sama dostarczyłaś mi Malowidła Obscure'a i Okruchy?
-Powiedz, czy ci ludzie wiedzą, co zrobiłeś Eckhardtowi?
-To morderczyni naszego mistrza -przypomniał, zwracając się do publiczności. -, Uważa, że ja jestem winien śmierci mistrza. Proszę powiedzieć, panno Croft, kto miał wszystkie trzy Okruchy?
-Ja -odparła spokojnie. Po chwili dodała tym samym tonem. - A kto użył ostatniego, Karel? Możesz przysiąc, odpowiadając? Kto dobił, jak to mówisz, twojego mistrza?
-Nie chciałem, by cierpiał!
-Och, oczywiście. Nie chciałeś, by cierpiał. Ale nie chciałeś zajmować jego miejsca, prawda? Przejąłeś dowodzenie w wyniku.. jakby to ładnie ująć... w obliczu nieprzewidzianego wypadku, którym ten oto wypadek sam zaplanowałeś i spowodowałeś?
Wśród tłumu zapanowało zamieszanie.
-A kto zaproponował mi pomoc po jego morderstwie? Załóżmy, że tak, nie zrobiłeś tego. A kto po pokonaniu mistrza zaproponował mi współpracę? Wyraźnie pamiętam twoje wyrazy uznania. I rozczarowanie po tym, jak odmówiłam. I obiecywanie, ze zabijesz wszystkich, a zaoszczędzisz tylko mnie.
-Kłamca! -wyszedł ktoś z tłumu.
Lara spojrzała w tamtą stronę.
To była Diana Criected.
- Mówiłeś, że zaoszczędzisz wierzących, bogobojnych... Miałeś zająć miejsce papieża. A Croft? Ta, która zabiła tylu ludzi?
-Croft kłamie! - wykrzyknął Karel.
-Możesz przysiąc? Na swoją krew?- zawołał inny głos.
Eric Cornel stanął obok matki.
-Co warte są jego słowa? - krzyknął Dominic Ravel, również występując z tłumu.
-Chce zabić wszystkich! - powiedział Frank Gunderson.
-Tak jak Boaz i Muller! Byli mu wierni! Podsycił gniew Eckhardta! Mistrz był sprawiedliwy! Nikogo nie ukarałby niesłusznie!
Wybuchł straszliwy hałas. Członkowie Kabały krzyczeli, co mógł zrobić Karel, a czego nie zrobił, co zrobił źle, kiedy ich okłamał...
On sam rzucił Larze nienawistne spojrzenie. Jej twarz nie wyrażała absolutnie nic, ale z bliska dostrzec dało się w oczach iskierki triumfu.
Niesamowicie fioletowy promień światła poszybował w jej stronę. Odskoczyła w ostatniej chwili; za jej plecami, w ścianie, tynk odpadł i nadpalone były cegły.
Karel szykował się do kolejnego ataku, ale coś mu przeszkodziło. Również z balkonu, lecz z lewej strony, poleciało ku niemu coś małego, białego.
Okruch trafił Karela w plecy, w sam środek kręgosłupa. Wrzeszcząc, odwrócił się w tamtą stronę. Z półmroku wyłonił się Kurtis.
-To za mojego ojca! - krzyknął
Rzucił kolejny raz; trafił w serce.
-A to - za Boaz i Mullera!
-Hej, Karel! - krzyknęła Lara z drugiej strony. Odwrócił się do niej. - To jest z mojego ojca!
Ostatni rzut był jak najbardziej celny - trafiła go w czoło.
Karel zawył i upadł. Upuścił Sanglif. Jego ciało przeszyło światło - niebieskie. Był to niebieski ogień, ale nie leciał dym...
Ludzie, krzycząc, rzucili się w stronę wyjścia. Sala opustoszała w ciągu minuty. Ogień, zżerający ciało Karela, zmienił barwę na szary, po chwili - na czarny i zniknął. Podobnie jak zwłoki Joachima. Trzy kryształowe noże wyskoczyły nagle i poszybowały w zupełnie odległe krańce sali. Obok miejsca, gdzie przed chwilą upadł Karel, leżał Sanglif.
***
Patrzyli w milczeniu na Sanglif.
A Sanglif uniósł się w górę, tym razem nie świecił. Ale czekał na właściciela.
Kurtis wyjął Chirugai.
-Stój! - krzyknęła nagle Lara.
-Tylko ja mogę zniszczyć Sanglif - wyjaśnił jej spokojnie, choć był strasznie blady.
-Musi być inne wyjście! -zawołała rozpaczliwie.
Spojrzał na nią. Po jej policzkach spływały łzy.
-Musi być inny sposób - wyszeptała. - To, co mówił Alister... To... na pewno można jakoś odwrócić!
-Co chcesz odwrócić? Śmierć Karela?
-Nie... role... ja to zrobię. I nie za pomocą Chirugai. Użyję Okruchów
-Od dziecka byłem wychowywany na członka Lux Veritatis. Jestem nim od ponad dwudziestu lat.. pogodziłem się z tym. I nie będę już miał po co żyć. Ale ty... masz przed sobą całe życie...
-Odwiedziłam wszystkie miejsca na ziemi... mam wszystko: dom, pieniądze... Spełniłam marzenia: znalazłam wiele legendarnych świątyń, artefaktów, relikwii...
Zdawała się być coraz bardziej pewna tego, co chce zrobić. Dokończyła:
- Nigdy tylko nie miałam okazji porozmawiać z rodzicami.
-I dlatego chcesz umrzeć? Tu już nic nie ma do odkrycia?
Rozległy się strzały. Gdzieś za ich plecami.
Trafiły w sam środek Sanglifu, a reflektory zgasły. Wokół niego utworzyła się biała powłoka. Cofnęli się do ponad połowy sali.
Nad nimi również coś zabłyszczało - Cubiculum.
Dokładnie to samo, co z Sanglifem, działo się z ciałem ostatniego Nephilim. Najpierw z powłok, świecących coraz jaśniej, wydobyły się miniaturowe pioruny. Potem to... po prostu zniknęło. Różnobarwne iskry, koła, zygzaki...
-Gówno, nie przepowiednia, Croft! Sama widzisz!
Odwrócili się równocześnie, na chwilę zapaliły się normalne światła.
Przy wejściu stał, z bronią w ręku, Eric Cornel.
Wielkie wejście Byli w Turcji. Znali dokładny adres; nie mieli czasu zachwycać się pogodą i atmosferą. Musieli znaleźć Karela, zanim to on znajdzie ich (uwielbiam to zdanie. Takie filmowe).
-Tutaj - powiedziała Lara cicho, skręcając w mroczną uliczkę. Wyważyła drzwi do jakiegoś opuszczonego magazynu. Znaleźli się w wielkiej hali, bardzo podobnej do tej na Strahovie. Naprzeciwko dojrzeli przejście. Przez okna u sufitu wpadało światło.
Wyjęli broń. Zza sterty kartonowych pudeł (znów kartonowe pudła xD) wyskoczył najemnik w charakterystycznym, niebieskim kombinezonie. Kurtis zastrzelił go. Po chwili, zwabione strzałami, przybyły inne oddziały Kabały. Intruzi pobiegli w stronę drzwi, strzelając w tył na oślep.
Jednak następna sala nie była pusta: znajdowało się tam jeszcze więcej oddziałów najemników. Najwyraźniej na nich czekali: wycelowali.
-Wstrzymać ogień.
Ten głos poznali od razu. Armia ludzi rozstąpiła się, a między nimi kroczył wysoki, jasnowłosy mężczyzna, ubrany w czarny płaszcz.
-Nie gorąco ci, Karel? - spytała Lara, wściekła, że dali wciągnąć się w pułapkę. Poczuła tez palący wstyd; jak mogła wierzyć, ze Kurtis jest Karelem? Teraz widziała ich obu na raz. Zdała sobie sprawę, że od tej rozmowy na temat ich przeszłości (a może nawet wcześniej?) przestała wątpić, że on naprawdę istnieje.
-Jak zwykle zabawna - panna Croft. Jednak chyba nie jesteś tak przebiegła, jak ci się zdawało. Ale i tak, w przeciwieństwie do reszty przedstawicieli twojego gatunku, potrafisz logicznie myśleć (zgadzam się. Ale wyjątek potwierdza regułę). Dlatego po raz ostatni pytam: czy chcesz, wspólnie ze mną, -wyciągnął do niej prawą rękę, na której widoczny był znak Czarnego Anioła. - przejść do legendy? Połączymy swe siły... wytępimy ludzi.. . bo cóż są oni warci? Tylko tacy jak ty coś znaczą. Reszta to śmiecie. Twój ojciec, matka... oni nic nie znaczyli, opuścili cię. To zwykli, nic nie warci śmiertelnicy, ale ty.. jesteś inna niż oni. Przegrali ze śmiercią, ty nie, choć tyle razy spojrzałaś jej w twarz. Byli słabi, głupi...
Napluła mu w twarz, co okazało się wielkim błędem. Najemnicy momentalnie rozbroili ją i Kurtisa.
Karel uniósł brwi.
-Rozumiem, że to odmowa...?
-To, co chcesz zrobić, jest szaleństwem! - zawołała. (Karel: no, co ty?!) - Szukasz zemsty nie tam, gdzie trzeba!
-Ich przodkowie wymordowali moich przodków!
-Więc chcesz ich wyrąbać, tylko dlatego, że urodzili się w tych ciałach! Witaj, sprawiedliwości!
-Życie nie jest sprawiedliwe, Laro.
-Ale zadaniem ludzi i aniołów jest czynienie wszystkiego, co w ich mocy, aby było sprawiedliwe! - odezwał się nagle Kurtis.
Karel spojrzał na niego.
-Młody Cornel. Zupełnie jak ojciec: nic nie rozumiesz. W życiu istnieją wyższe idee niż miłość.
-Na przykład? - zapytała Lara, wyraźnie ciekawa odpowiedzi.
-Marzenia, i pewnie się ze mną zgodzisz, Laro - powiedział Joachim (kiedyś był taki fajny ksiądz, który mówił na mszy „Jojachim")uroczystym głosem. - Życie nie ma sensu bez marzeń. Za każdą cenę.
-A co jest twoim marzeniem, Karel?
-Uczynić tu, na ziemi, miejsce dla moich prawdziwych, godnych krewnych, aniołów. Nie parszywych ludzi! Oni uważają się za świętych, a łamią wszystkie prawa, nawet te, które sami ustalają. To oni zmusili anioły do zejścia na ziemię, co było grzechem...
-Nikt nikogo do niczego nie zmuszał- oznajmił śmiało Kurtis. - Zrobili to z własnej woli.
-Lux Veritatis ci tak mówiło, co?
-Jak ludzie mieliby zmusić anioły do odejścia z nieba?
-Obietnicami. Fałszywymi obietnicami o idealnym życiu. Przez to ja, i wielu innych, musi teraz żyć tu, na ziemi: w tym smrodzie i hałasie, gdzie wszyscy wciąż się kłócą. Ale aby spełnić moje marzenia, potrzebuję tego, co masz w plecaku, Laro. Dwóch Malowideł.
-I myślisz, że tak po prostu ci je oddam? Naprawdę nie widzisz, co dzieje się wokoło? Ilu ludzi przez ciebie zginęło?
-Zasłużyli na to.
-Nie. Znaleźli się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Jak von Croy. Przez przypadek usłyszał parę słów za dużo. I zginął.
-Też był tchórzem. Wiesz, czemu w Egipcie cię zostawił? Bo Diana powiedziała mu, że jeśli nie zdobędzie dla niej figurki, zabije go. Oczywiście, w grę wchodziła nagroda pieniężna, co też pewnie nie było dla staruszka bez znaczenia.
Nic nie powiedziała.
-Sama dasz mi Malowidło, czy trzeba ci je będzie odebrać siłą?
Wiedziała, ze nie ma szans. Zdjęła plecak. Nie było żadnej nadziei; nie zabrała dodatkowej broni. Wyjęła dwa Malowidła... i nagle rzuciła je przed siebie, mając nadzieję, że się roztrzaskają.
-Aportuj, Karel! -krzyknęła, za co dostała mocno w brzuch od jednego z ludzi.
Z rąk Karela wyskoczyły dwa zielone płomienie. Każdy uchwycił spadające Malowidło. Potem, po tych promieniach, powędrowały prosto do dłoni Karela. Z zadowoleniem spojrzał na zdobycze. W końcu podniósł wzrok i powiedział do swoich ludzi:
-Spokojnie... nie może nic zrobić, póki Malowidła nie są połączone.
W nabożnym milczeniu, wyjął z kieszeni jeden z Okruchów. Za jego pomocą, zdrapał z wierzchu farbę, dostał się do płótna. Rozerwał je. Pod spodem błysnął metal.
-Prawdziwy - szepnął tonem, który Lara słyszała już tyle razy: tonem szaleńca.
-Może jeszcze dodaj „mój sssskarbie",? - zaproponowała kpiąco.
-Wiesz, co? Wcale nie jesteś taka bystra, jak mi się zdawało.
-Wszyscy popełniamy błędy.
Sama nie mogła uwierzyć, że w tak krytycznej chwili ma ochotę na żarty.
-Gdybyś miała choć trochę rozumu - ignorował ją Karel.- nie szłabyś prosto do mnie z oryginalnym Malowidłem w ręku, wiesz?
Na jego znak, dwaj najemnicy zaszli Larę i Kurtisa z tyłu i złapali za ramiona, unicestwiając ich.
-Wiecie, co z nimi robić - rzucił Karel i znów z zachwytem spojrzał na część Sanglifu. - Teraz idę doprowadzić misję do końca.
***
Najemnicy brutalnie wepchnęli Larę i Kurtisa do zagraconego pomieszczenia bez okna, rozświetlonego żarówką u sufitu. Nie związali ich jednak. Bez słowa, zamknęli im drzwi. Po chwili dało się słyszeć chrobot klucza w zamku.
-Jakieś genialne pomysły? - spytał Kurtis.
Lara osunęła się po jedynej wolnej ścianie.
-Nie - szepnęła z rezygnacją.
Kurtisa znów zdziwiło jej zachowanie. Ponownie wydała mu się mała i bezbronna. Zazwyczaj w bojowym nastroju, teraz, całkowicie przegrana.
- Czyli co? Zamierzasz tu tak siedzieć?
- Daj pomyśleć.
- Oczywiście, czyli teraz ty stajesz się zwolenniczką planowania?
Nic nie powiedziała. Nawet nie próbowała się wykłócać.
-Lara... co...?
-Tym razem przegrałam, wiesz? - powiedziała tonem, który tak do niej nie pasował. - Zazwyczaj wygrywałam, a teraz...
-Co ty gadasz?!
-Karel ma wszystkie Malowidła i Okruchy. Nie mamy broni. Nawet gdybyśmy wyszli, niby co możemy zrobić? Nie wiem, po co nas tu trzyma. Może naszych organów użyje do odbudowania armii Nephilim?
-Lara, przestań!
-Bo co?! Cała sprawa tak właśnie wygląda! Gdybym nie brała tych Malowideł...
-Przestań „gdybać"!
-Teraz Karel utworzy Sanglif. Nie wiem, co sobie wyobrażałam, przychodząc tutaj. Że uda nam się wykraść pozostałe Malowidła i utworzyć Sanglif? Albo znajdziemy Okruchy, najlepiej gdzieś leżące na podłodze, i użyjemy ich?
-To było jedyne, co mogliśmy zrobić. Myślę, że Karel będzie oczekiwał pochwał i zaprosi nas na przyjęcie pod hasłem „utworzyłem Sanglif i wskrzeszam nieżyjących!"
-I co zrobimy? Rzucimy się na niego? Będzie tam milion uzbrojonych po zęby ludzi. Na imprezę zaprosi pewnie też paru swoich kolegów - Nephillim i mocnych sojuszników pokroju Eckhardta.
Taka inna... Jak wtedy, przed grobem Wernera... Co się działo? To przez tą wizytę na cmentarzu? Wszystko sie jej przypomniało? Może uświadomiła sobie, a raczej ubzdurała, że nic nie ma sensu? Że wszystko jest grą? Pewnie podejrzewa, iż on też oszukuje. Tak, tylko po co? Po co ma grać? Robi to wszystko... "Dla Lux Veritatis" powinna brzmieć odpowiedź. Ale przez głowę bardzo szybko przebiegła mu też myśl "Dla niej".
Podszedł do niej i wyciągnął rękę. Spojrzała na niego nieufnie. Nie mylił się: kiedy już się upewniła, że Kurtis nie jest Karelem, zaczęła zastanwiać się, dlaczego jej pomaga. "A ja myślałem, że gdy już się upewni, skończą się wszystkie problemy!"
Uklęknął przy niej.
-Jestem tu - szepnął. - I ci pomogę.
-Dlaczego? - odezwała się zachrypniętym głosem. - Idziesz na pewną śmierć. Twierdzisz, że dążysz do tego od lat. Nie roumiem.
-Widzisz... czasem jest tak, że trzeba poświęcić wszystko. Po to, by inni mogli być szczęśliwi.
-Ale co cię obchodzą inni?
-Jest ich więcej niż mnie. Więcej uczuc, więcej historii.
-Ale przecież to nie ty to wszystko odczujesz.
-W tym przypadku, jeśli tego nie zrobię, to zginę nie tylko ja, ale wszyscy, włącznie ze mną.
-Po co to przyspieszać? Powinno się tego unikać.
-Tego, co nieuniknone?
Spojrzała mu w oczy.
-Nie rozumiem - powiedziała jak małe, niezrozumiane dziecko.
Wiedział, dlaczego nie rozumie: bo w tych pięknych, brązowych oczach, ani razu nie zalśniła litość.
Może by jej to uświadomił, gdyby niespodziewanie nie usłyszeli przytłumionych głosów.
Zerwali się na nogi. Nawet, kiedy wstrzymywali oddech, nie mogli zrozumieć poszczególnych słów.
-Tam! - szepnęła, wskazując nad jednym z zawalonych regałów. W ścianie dostrzegli metalową kratę.- Szyb wentylacyjny!
Wprawnie wspięła się po konstrukcji.
-Tylko nie utknij! - usłyszała.
-Już to kiedyś robiłam - rzuciła przez ramię.
***
Trafiła w ślepy zaułek - przed nią była metalowa ściana. Jednak dotarła do celu - przed nią, w dole szybu, była krata. Lara, wstrzymując oddech, wychyliła się. Miała świetny widok na duże, dziwne pomieszczenie. Nie było całkiem puste, ale sporo miejsca nie zagospodarowano. Pod ścianami stały stoliki, na nich - książki obok wielu butelek (Tak, Karel lubi imprezować) i słoików. Pośrodku pokoju stał Karel. Rozmawiał z Gundersonem.
-Nie mają pojęcia, co robią! Biorą pieniądze za to, że ich zabijesz!
Przyglądała się całej scenie z uwagą. Gunderson nie był zbyt rozważny, skoro takie spostrzeżenia walił Karelowi prosto w twarz.
Nephilim patrzył na niego uważnie.
-Rozumiem, ze nie mogę liczyć na twoją pomoc?
-Teraz nie! Mówiłeś o szczytnym celu... Myślałem, ze coś wynalazłeś, a Croft i Trent ci przeszkadzają. Tymczasem... Chcesz wszystkich zabić!
-Jeszcze będziesz tego żałował... Wrócisz, zobaczysz. Wrócisz na klęczkach, kiedy świat ogarnie zagłada, a ty będziesz błagał, abym cię oszczędził... Przypomnisz mi, ile dla mnie uczyniłeś, ilu ludzi zabiłeś dla mnie... A ja ci odpowiem: „Nie, Gundersonie. Odszedłeś ode mnie, gdy najbardziej cię potrzebowałem".
Twarz Gundersona nie wyrażała dosłownie nic. Karel zapytał:
-To twoje ostatnie zdanie? Opuścisz mnie?
-Tak.
Mężczyzna wyszedł szybkim krokiem. Lara zdziwiła się, ze Karel go nie zaatakował. Po chwili Nephilim odwrócił się.
-Sektor V - powiedział, a jego głos rozniósł się po całym budynku. - Sprawdzić, czy Okruchy są bezpieczne.
Ruszył w stronę jednego ze stolików, mrucząc do siebie: „wróci, wróci". Na tym stoliku leżały wszystkie Malowidła. Emanowały lekką, białą poświatą. Już dwa płótna były rozerwane. Teraz Karel, do dostania się do metalicznych symboli, nie używał Okruchów, ale jakichś dziwnych maszyn.
***
-I co? - spytał Kurtis, gdy Lara już wróciła.
-Widziałam jego laboratorium. Pokłócili się. On i Gunderson. Łysy odmówił współpracy.
-Dlaczego Karel go nie zabił?
-Gunderson jest w sumie, w mniemaniu Karela, pożytecznym człowiekiem. Ma niemałą armię ludzi. Poza tym, uważa Gundersona za tchórzliwego głupca. To jest jego błąd. Gunderson zorientował się, do czego dąży Karel. I odwrócił się od niego.
Na korytarzu rozległy się kroki. Ciężkie kroki wielu ludzi. Kiedy ucichły, rozległy się inne: pojedyncze, wyraźne, dostojne. Drzwi otworzyły się. Stanął w nich Gunderson.
-Spokojnie - powiedział na widok ich nieufnych twarzy. - Przyszedłem pomóc.
-Bo co? - zapytała Lara z ironią. - Karel już nie jest milutki?
Kurtis rzucił jej ostrzegawcze spojrzenie.
- Już rozumiem - oznajmił Gunderson. - Ja tylko dowodzę oddziałami na zlecenia. Biorę za to pieniądze. Zazwyczaj nie mieszam się w sprawy klientów, rzadko kiedy rozmawiam o tym z pracodawcami. Ale po waszej rozmowie z Karelem zrozumiałem: to nie jest normalny człowiek. To szaleniec.
-To nie jest do końca człowiek - zauważyła Lara.
-Chce zabić wszystkich. W tym ludzi. Miliardy istnień...
-I co w związku z tym?
-Pomagam wam.
Odsunął się i zrobił im przejście. Wyszli na ponury korytarz.
Gunderson podał Larze mapę i klucze.
-To plan całej tymczasowej siedziby Karela. Większość członków Kabały opuściła go, po zapoznaniu się z jego planami. Poza tym, nie był tak wspaniałym przywódcą jak Eckhardt.
-Mówisz o Eckhardtcie z uznaniem?
-Nie. Ludzie po prostu szanowali go za tradycje i surowość. Karela wszyscy się tylko boją. Jak dotąd, wykonał naprawdę niewiele mądrych posunięć. Ale idźcie już.
-A ty?
-Powodzenia.
Odwrócił się i poszedł.
Przepraszam najmocniej za opóżnienia. Akurat gg mi nawala, więc jesli kogoś nie poinformowałam o tym odcinku, to przepraszam.
Za to rozdział macie długi. I dopiero publikując część, dodałam rozmowę między Larą i Kurtisem. Tą o poświęceniu. Dzięki czemu macie troche więcej czytania (na szczęście, czy na nieszczęście...? )
E... no, następny rozdział dodam za tydzień. Ale nie mówię, że napewno, bo widzicie, jak to jest, gdy coś obiecuję.
poniedziałek, 22 marca 2010
Tylu tędy przeszło: 10928
Mam na imię Magda, mój nick to Nasty lub Miss Vertigo. Po tym straszliwym świeciechodzę już od 17 lat. Blogowaniem zajmuję się od parunastu miesięcy. Miałam je rzucić, ale nie potrafię żyć bez pisania, a tworzenia do szuflady nie lubię.
Podkreślam: to, że coś robię, nie oznacza, że jestem w tym dobra.
gg: 9866736
więcej o mnie: www.miss-vertigo.blog.onet.pl
Pewnie sa ludzie, którzy nie słyszeli o grze Tomb Raider. Ja jestem jedną z tych, którzy słyszeli i mają na tym punkcie obsesję. Fabula TR:Angel of Darkness zainspirowała mnie do napisania tego opow...
więcej...Pewnie sa ludzie, którzy nie słyszeli o grze Tomb Raider. Ja jestem jedną z tych, którzy słyszeli i mają na tym punkcie obsesję. Fabula TR:Angel of Darkness zainspirowała mnie do napisania tego opowiadania. Myślę, że niewtajemniczeni będą wiedzieć, co sie dzieje na bieżąco, o ile się doczytają z tego bloga. Coś w sam raz dla miłośników tajemnic, wpelcionych w sensację, przygodę, fantastyke i kawałki komedii. Życzę miłej lektury!
schowaj...Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
